|
|
|
2010 |
w pigułce listopad zeszłoroczny był rozgorączkowany podwójnie, gorące ateny i ja płonąca w łóżku. kochany zmieniający mi piżamę co godzinę, dobrze, że ma dużą szafę i dwie kobiety w domu, M. przysyłający leki i diagnozujący mnie przez telefon. Helena półfrancuszczyzną, półangielszczyzną z domieszką greki spełniająca moje życzenia i wyprzedzająca potrzeby. a teraz znowu, dzień dobry listopadzie, Jego dłoń co kwadrans na moim czole. ale jest tak dobrze, tacy jesteśmy szczęśliwi mając siebie blisko i długo, bez przerw. wszak urlop długi przymusowy dwutygodniowy i jeszcze jeden na lekarskie żądanie. chcę dodać, że poszłam do lekarza całkiem zdrowa, nie chciałam wcale, żeby coś mi wysłuchała i to jeszcze to, przecież nie wiedziałam nawet co powiedzieć, kiedy dnia poprzedniego ból ustąpił. pójdę po skierowanie na rtg płuc, skorom już umówiona. poszłam uśpić męża niepokoje zasadniczo. nie wyszło, ej.
więc całowanie, przytulanie, zagłaskiwanie, wspólne śpiewanie (nie mam gorączki, a śpiewam na głos), gotowanie proste i jasne, wszystko proste i jasne, to niech i to zdjęcie wyjdzie ładne conie
potrzebuję się jednak trochę powypruwać, niekoniecznie publicznie, ale skoro jest to miejsce to niech ma jakiś żer
wpadnę tu czasem, dobra?
wylinka 2010-11-20 21:59:11 skomentuj (1) samorozwój październik mnie zastaje w kuchni przed piekarnikiem. czwartkowa tradycja. piszę o tym, bo to ważki warty odnotowania fakt w kwestii mojego samorozwoju. kiedyś....ech, nie chcę naprawdę pisać o tym co było. dziś są przecudne ciasteczka owsiane z czekoladą, pidżama umorusana mąką i roztańczony na stole cukier. tango rodzynkowo- migdałowe, a w tym wszystkim ja. nie do uwierzenia. kiedyś. "pamiętaj, że karmisz kogoś, kogo bardzo kochasz".
wylinka 2009-10-29 13:11:25 skomentuj (1) |
ol uejs mejk gut Justyna M. maga efcyk niemozliwy ipiekny jak szklana lokomotywa czadukoty fren tikime obudzenia emilek czary- mary |